Grafik M. Chomicz w swoich pracach stara się ukazać różnorodność i głębię ciszy

Zgiełk miasta, szaleńcze tempo życia, zalew informacji wizualnych i tekstowych są wyczerpujące, stąd naturalna chęć wycofania się w przestrzeń, do której nie dotrze kakofonia dźwięków i obrazów.

Człowiek potrzebuje ciszy. Bycie w milczeniu nie oznacza dystansowania się od świata zewnętrznego, unikania go. Cisza to pauza. W życiu, podobnie jak w muzyce, pauzy są równie ważne jak dźwięki.

Cisza ma swoje barwy i tony, może emitować ciepło lub zimno, być pełna lub pusta. O różnorodności i głębi milczenia rozmawiamy z polsko-włoskim grafikiem, profesorem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego (Olsztyn, Polska), laureatem kilkudziesięciu międzynarodowych nagród, dr. Małgorzata Chomicz, której osobistą wystawę „Milczenie”, poświęconą 100-leciu Kowskiej Szkoły Artystycznej, organizuje Rolandas Rimkūnas, profesor wydziału grafiki na wydziale Akademii Sztuk Pięknych w Kownie, 5 kwietnia. zostanie otwarty w galerii Wydziału Kowieńskiego.

– Wystawa w galerii Wydziału Kowieńskiego nie jest pierwszą prezentacją Pana twórczości na Litwie, w Kownie. Jakie są twoje stosunki z Litwą?

– Moja pierwsza prezentacja artystyczna na Litwie miała miejsce w 2002 roku w Domu Kultury Polskiej w Wilnie, gdzie zorganizowałam wystawę osobistą, w 2019 brałam udział w Międzynarodowym Biennale Grafiki w Kownie „Piękno”. Niezależnie od tego, czy moje prace są pokazywane na wystawach, czy nie, z wielką przyjemnością odwiedzam Litwę. Tu spotkałem wspaniałych przyjaciół i artystów: prof. Rolandas Rimkūnas, Evaldas Mikalauskis, prof. dr. Stasysa Mostauskiego. Moja historia rodzinna jest również związana z Litwą, dlatego związek z tym pięknym krajem jest tak silny.

Podróże są integralną częścią Twojego życia, nie tylko dlatego, że z pracą podróżowałeś do Europy Środkowej i Zachodniej, ale także dlatego, że mieszkasz między dwoma krajami – ojczystą Polską i Włochami. Co skłoniło Cię do osiedlenia się w dwóch krajach?

– Podróżowanie jest integralną częścią mojego życia. Wzbogacają, uczą akceptować odmienność i odmienność. Ja jednak postrzegam podróż nie tylko jako ruch fizyczny z punktu A do punktu B. Podróż to także ruch do wewnątrz. Mieszkam w walizkach od ponad piętnastu lat bo moja rodzina i przyjaciele są w Polsce, uczę projektowania graficznego studentów na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, a we Włoszech w Perugii mam dom w którym mieszkam z moim mężem. Mam tam studio projektowe i tam też uczę. Wytrwałość i praca w tym zakresie doprowadziły mnie do wstąpienia do stowarzyszenia współczesnych włoskich grafików, dlatego często jestem zapraszana do udziału w wystawach i projektach artystycznych we Włoszech.

– Czy Polska i Włochy dzielą twoje życie na dwie różne części?

– W jednym tempie mieszkam we Włoszech, w innym w Polsce. Mój dom znajduje się we włoskiej wiosce, więc otacza mnie natura, z którą czuję silny związek. W weekendy jeździmy z mężem na wycieczki do ciekawych miejsc w kraju. We Włoszech spędzam więcej czasu tworząc w samotności i ciszy, ponieważ kreatywność wymaga dużej koncentracji. W Polsce mój rytm dnia jest znacznie bardziej intensywny: uczę studentów, spędzam czas z rodziną i przyjaciółmi.

– Co cię inspiruje w każdym z tych krajów? Jakie doświadczenia oferujesz? Jakie kreatywne strony otwierasz?

– Inspiruje mnie natura. Widać to zarówno w moich wcześniejszych pracach, powstałych w Polsce, jak i ostatnio w moich pracach, powstałych we Włoszech. Zmienia się tylko pejzaż, światło, które staje się symbolem duchowości, metafizyki, ruchu we wzorcach pejzażu. Szukałem światła w krajobrazie województwa warmińsko-mazurskiego iw krajobrazie regionu Umbria. Polski pejzaż jest bardziej dramatyczny, melancholijny, włoski, przeciwnie, spokojniejszy i spokojniejszy. Kiedy jestem w Perugii, od wczesnej wiosny do jesieni, dzień zaczynam od porannych spacerów. To jest moja medytacja. W przeciwieństwie do miasta, w którym wszystko jest takie samo, każdy dzień w wiosce jest wyjątkowy.

– Indie to również ważny kraj na twojej życiowej mapie – od 2019 roku jesteś profesorem wizytującym na Uniwersytecie Indira Kala Sangeet.

– Od dawna marzyłem o tym, żeby zobaczyć Indie. Podczas wolontariatu w warszawskim schronisku dla bezdomnych miałam szczęście spotkać osobiście św. Matkę Teresę z Kalkuty. Rok po spotkaniu spełniło się moje marzenie – poprowadziłam seminarium dla studentów Międzynarodowego Festiwalu Grafiki w Indira Kala Sangeet w 2018 roku. Byli bardzo zaangażowani w wykłady i chcieli jak najwięcej wiedzy, ich entuzjazm był niesamowity. Nauczyciel dla nich prawie jak guru. Po raz kolejny wróciłem do Indii z moimi uczniami w 2019 roku. Niestety z powodu pandemii wyjazdy musiały zostać przełożone. Indie to inny świat. To wzbogaciło moje życie o duchowość: zaczęłam praktykować jogę, zainteresowałam się hinduską medytacją i mantrami. Ten kraj jest trudny do opisania. Czy Ci się to podoba, czy nie.

– Czy jesteś przywiązany do kraju? A może Twoja fizyczna obecność w tym czy innym kraju nie jest dla Ciebie ważna?

– Kiedy się nad tym zastanowić, w środku są sprzeczności. Kiedy miałem trzy lata, w moim domu wybuchł pożar. To doświadczenie uświadomiło mi, że wszystko jest tymczasowe. A jednak dom w Perugii to oaza spokoju, mimo że będąc tam doświadczyłem trzęsienia ziemi i na własne oczy zobaczyłem budynki, które w ciągu minuty zniknęły z powierzchni ziemi. Z jednej strony człowiek potrzebuje stabilności, z drugiej rozumiemy, że nic nie jest stabilne i wieczne.

– Jak doszło do Pańskiej przyjaźni z Wydziałem Kowieńskim Akademii Sztuk Pięknych w Wilnie?

– Trzy lata temu, po otrzymaniu zaproszenia do udziału w Międzynarodowym Biennale Grafiki „Piękno” w Kownie, chciałem nie tylko wysłać swoje prace, ale także odwiedzić samo Biennale, zobaczyć Kowno i Wilno. Poprosiłem o pomoc w organizacji wyjazdu znajomego Gintautasa Vaiitisa, który również skontaktował się z wydziałem kowieńskim, ponieważ podzieliłem się z nim pomysłem, aby Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, na którym uczę, mógł współpracować z wydziałem. Bardzo się cieszę, że mimo pandemii, która utrudniła realizację planów współpracy, jesienią ubiegłego roku w Olsztynie odbyło się spotkanie. Wykładowca E. Mikalauskis poprowadził warsztaty graficzne dla studentów Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, a wykłady wygłosili prof. R.Rimkūnasa i prof. dr. S. Mostauskiego. Dziekan Wydziału Kowieńskiego Jonas Audėjaitis oraz Dziekan Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego prof. Spotkanie z Benoîtem Błońskim.

Grafika: Na tym etapie swojej pracy pan Chomicz wybiera technikę linorytu, która wymaga szczególnej staranności.

– W kowieńskiej Galerii Wydziału, która wkrótce zostanie otwarta, prezentowana jest wystawa zatytułowana Cisza. Dla jednych cisza jest przestrzenią spokoju, skupienia, ponownego połączenia z samym sobą i otaczającym środowiskiem, dla innych cisza jest przytłaczająca. Jakie uczucia kojarzą ci się z ciszą?

– Niedawno przeczytałem wywiad z artystą Andrzejem Strumiłło, w którym powiedział: „Mądrość wymaga wybierania myśli, co czasem prowadzi do milczenia. „Na świecie jest za dużo hałasu. Ludzie już się nie dogadują. Cisza jest niezbędna, aby usłyszeć nie tylko siebie, ale także innych wokół ciebie. Czuję rosnącą potrzebę ciszy. Ona jest moim źródłem.

– Miałeś wyjątkowe doświadczenie ciszy w Klasztorze Sióstr Nazaretanek w Krakowie.

– Odwiedzam ten klasztor od dwóch dekad. Mój własny sposób życia czasami przypomina życie mnicha: zdyscyplinowany rytm pracy, cisza, medytacja. Moje studio to moja komórka. Tam narodziła się idea cyklu „Cisza”.

– Cisza może mieć różne kolory i odcienie, promieniować ciepłem lub zimnem, być pełna lub pusta. Jaką ciszę przekazujesz w swoich pracach?

– Podziwiam muzykę estońskiego kompozytora Arvo Parta, która wpływa na moją twórczość. Jest dużo ciszy, która (dzwoni) i przenika duszę. Cisza jest tak różnorodna jak dźwięk. W pracach graficznych staram się ukazać tę różnorodność i jej głębię.

– Technika, którą wybrałeś, aby porozmawiać z widzem o ciszy, to linoryt wyróżniający się autentycznością, która wymaga dużej staranności i poświęcenia.

– Od wielu lat tworzę przy użyciu klasycznych technik druku wklęsłego: akwaforta, akwatinta, sucha igła. Chociaż łączyłem wszystkie te techniki razem, szczególnie polubiłem akwatintę ze względu na niewyczerpane możliwości barwienia. Ale z biegiem czasu chciał używać w swojej pracy jak najmniej agresywnych chemikaliów. Zacząłem więc tworzyć pierwsze nieśmiałe linoryty małoformatowe w 2012 roku. Stopniowo opanowałem tę technikę. Linoryt umożliwia osiągnięcie możliwości tonowania, które miałem przy tworzeniu akwatinty.

CichyXX

– Wspomniałeś, że inspiruje Cię natura. Motywami Twoich prac są struktury natury, jej powierzchnie, przechodzące przez nie światło. Natura staje się schronieniem, gdy szuka się ciszy i spokoju. Czy uważasz, że cisza jest obca miastu?

– Ciszę w mieście można znaleźć w galeriach, bibliotekach, kościołach. Ale zauważam, że odwiedza ich niewiele osób. W końcu nikt, kto odczuwa wewnętrzną ciszę, nie rozpocząłby wojny.

– Czy współczesny człowiek stracił kontakt z ciszą?

– Mam wrażenie, że współcześni ludzie boją się ciszy. Smartfony, komputery, słuchawki – przedmioty, bez których codzienność jest niewyobrażalna – są zagmatwane i frustrujące. Dwie osoby, które w milczeniu na siebie patrzą, łączy poczucie bliskości, dwie osoby, które siedzą cicho obok siebie, bo toną w ekranach telefonów, dzieli przepaść. Uważam, że będąc w ciszy, należy uczyć uważnej uwagi od najmłodszych lat.

Osobiste zdjęcie archiwalne

Brinley Hamptone

„Myśliciel. Miłośnik piwa. Miłośnik telewizji. Zombie geek. Żywności ninja. Nieprzejednany gracz. Analityk.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.