Protest Kalanty to coś więcej niż ofiara za wolność

„To nie tylko przeszłość, to nie tylko osobny gest bez kontekstu” – mówi reżyser John Tertell. „W pewnym sensie cały czas jesteśmy odpowiedzialni”.

Premiera spektaklu „Kowieńska wiosna’72”, która odbędzie się w Narodowym Teatrze Dramatycznym w Kownie 13, 14 i 15 maja, jest częścią programu „Kowno – Europejska Stolica Kultury 2022”. Autorzy pomysłu, J.Tertelis (JT) i Andrius Jevsejevas (AJ), dzielą się procesem twórczym i wglądem w to, jak dziewiętnastoletnia R. Kalanta rezonuje w dzisiejszym społeczeństwie.

– Spektakl został zainspirowany prawdziwym wydarzeniem, a wy – Jona i Andrzej – jesteście przedstawicielami i twórcami teatru dokumentalnego. Waszą ostatnią wspólną pracą jest „Nieznana ziemia. Zimno”, opowiada Soleczniki. W jakim formacie budujecie „Kowieńską Wiosnę ’72”?

JT: Pierwotną intencją była podróż w stronę gatunku dokumentalnego, poleganie na świadectwach, ale w tym przypadku bardzo łatwo jest się poślizgnąć i zdefiniować w chwili pamięci, a nie innej, która niekoniecznie będzie odpowiadać, że tak powiem. Kiedy staje się akcją sceniczną, może się wydawać, że tak właśnie było.

W tym konkretnym przypadku nie chciał bowiem wznosić podmiotowości. Kiedy zebraliśmy informacje, stwierdziliśmy, że fakty zostały różnie zinterpretowane. Nie chcieli zostać sędziami, którzy decydowaliby, które źródło jest dokładniejsze i jak to naprawdę jest. Inne rzeczy zaczęły się rozgrywać, jak wiek R. Kalanty, sytuacja stresowa, okres, sytuacja na świecie w tamtym czasie. Dziś młody człowiek, zwłaszcza korzystający z sieci społecznościowych, widzi, co dzieje się na świecie. Zastanawialiśmy się, czy młody człowiek mieszkający wtedy za żelazną kurtyną mógł to zobaczyć, czy mógł to poczuć? Okazuje się, że mógł. Wiele tematów zostało opublikowanych nawet w ramach tego samego systemu. Zastanawiamy się więc, jak dziś odczuwamy wizję świata młodego człowieka, który żył w 1972 roku i jak widzimy go dzisiaj jego oczami.

AJ: Nie było sensu skupiać się na osobowości i biografii R. Kalanty, ponieważ informacje i wspomnienia, które przetrwały, są bardzo subiektywne. Dlatego skupiliśmy się bardziej na tle R. Kalantasa i jego rówieśników oraz przeanalizowaliśmy rzeczywisty materiał, prasę i inne media z tamtego okresu. Jednak podejrzenie, że w wielu przypadkach było to zawodne, ideologicznie przetworzone lub bardziej oparte na emocjach, szybko się potwierdziło. Ponadto R. Kalanta stał się swoistą ikoną walk o wyzwolenie Litwinów i nie można z nim grać nieodpowiedzialnie. Nie tylko dlatego, że nie chcesz nikogo urazić. Po prostu czujesz się bardzo odpowiedzialny, bo żyją jeszcze członkowie rodziny, przyjaciele, znajomi, a nie chcesz kwestionować etycznych aspektów wyboru R. Kalanty, bo w dzisiejszej rzeczywistości geopolitycznej nie wydaje się to już tak ważne jak mogło wydawać się sześć miesięcy temu. W takich okolicznościach korzystanie z dostępu do dokumentów nie wydawało się mieć sensu.

Jonas Tertelis i Andrius Jevsejevas. / Fot. D. Stankevicius

– Czy wydarzenia spektaklu dotkną tylko Kowna?

JT: Zwykle mówimy o R. Kalancie w lokalnym kontekście Kowna, ale dla mnie te wydarzenia są związane z Praską Wiosną. Oczywiście poszli dalej, idą dalej i to nie jest przeszłość – to teraźniejszość. Np. w Polsce w 2017r. mężczyzna spłonął w proteście. Ile innych przypadków było na Litwie, ile nie było na Litwie, ale było powiązanych? Innymi słowy, fakt ten jest zjawiskiem, które pojawia się, powtarza, powtarza i powtarza w różnych społeczeństwach, w różnych grupach, w różnych ładunkach emocjonalnych. To nie tylko przeszłość, to nie tylko osobny gest bez kontekstu – my w społeczeństwie jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za naszych członków, ale także za to, jak sami ich traktujemy. W pewnym sensie cały czas ponosimy odpowiedzialność i takie protesty mogą się zdarzyć w każdej chwili. Być może w innym reżimie, w którym wolności i prawa człowieka są tłumione, jak w Chinach czy Korei Północnej. Dla nas i dla Andrzeja zawsze ważne jest, aby każdy widz, niezależnie od tego, jak rozumie naszą przeszłość, poznawał fakty, a nie interpretacje. Dla nas to rodzaj misji.

– A. Kalanta mieszkał w obozie socjalistycznym, w którym panowały bardzo jasne zasady. Młodzi ludzie żyją dziś w demokratycznym społeczeństwie, w którym mogą wybrać stanowisko, które im odpowiada, sposób myślenia. Jak myślisz, do jakiego stopnia młodzi ludzie są obywatelami, aktywni, czy też odważyliby się demonstrować?

UN: Moim zdaniem młodzi ludzie są dzisiaj obywatelami, ale nie lokalnie – interesują się wydarzeniami na świecie. Lokalne chwile mogą być teraz dla młodego człowieka mało interesujące – pozostają pod wpływem rodziców i dziadków, ograniczając i oddzielając młodych ludzi od tych tematów. Jednak wszystko, co wiąże się z problemami globalnymi: globalne ocieplenie, ruch Black Lives Matter itp., trafia do młodych ludzi, zwłaszcza jeśli są rozpoznawalni w lokalnym środowisku. Myślę, że to normalne, że młody człowiek jest bardziej przychylny lewicowej stronie polityki, z tego samego powodu, dla którego rodzice kształcą go w domu. W pewnym sensie młody człowiek jest nieco uciskany w domu, ponieważ rodzice często dyktują swój porządek. Młodzi ludzie mają prawo mówić, co chcą, protestować, sprzeciwiać się systemowi. Myślą znacznie szerzej, są obywatelami świata.

Jedną z najbardziej niesamowitych i wspaniałych rzeczy jest uczenie się od młodych ludzi. Czasami nie mogą kontrolować wszystkich swoich pomysłów, ale mogą polegać na starszym pokoleniu. Moim zdaniem powinniśmy na sobie polegać, pomagać sobie nawzajem, być mniej zły. W rezultacie staramy się ożywić poczucie wolności w działaniu. Dziś wolność jest często zamykana w ramce, aby określić, czym jest, a czym nie jest. Staramy się znaleźć spontaniczność, świeżość, odwagę. Poczucie wolności nie musi dotyczyć walki z czymś, ale może dotyczyć kreatywności. Młodzi ludzie tworzą niepowtarzalny świat i dzieje się to o wiele szybciej, niż możemy zrozumieć, co się tam dzieje. W rezultacie „kradniemy” siebie, komunikując się z nimi za mało, za mało ich znamy i zbyt mało wpuszczając. Musimy tylko ciągle szukać sposobów uczenia się od młodych ludzi i nie bać się zobaczyć, gdzie są daleko przed nami.

Andrius Jevsejevas. / Fot. D. Stankevicius

Na pewno nie mówię, że młodzi ludzie mają zawsze rację itp., ale nie powinniśmy odkładać ich opinii i pomysłów na bok – ci sami ludzie już niedługo będą podejmować ważne decyzje, będą osią państwa, będą to tworzyć i rządzić. Cieszę się z tego, bo pokolenia zaczną się zmieniać i może będą ludzie, którzy będą mieli mniej złych nawyków i obyczajów, a może po prostu będziemy mieli więcej złych.

Protestujmy o to, na czym nam zależy, aby nie przyciągać widzów czy przyciągać uwagę międzynarodowych mediów.

– Czy zgodziłbyś się z myślą, że młodzi ludzie dziś często wybierają środki artystyczne, spektakle, protesty teatralne w formie protestów?

Przedstawienie ONZ czy protest artystyczny, fajnie, kiedy to robię, bo to jest dla mnie ważne, chcę o to walczyć. Bardzo łatwo jest pomylić z public relations i interesami. Czasami, na przykład, jeśli chodzi o wolność, nie jestem na stanowisku, że kogoś to obchodzi, nie dlatego, że jest to dla niego wygodne.

Protestujmy o to, na czym nam zależy, żeby nie przyciągać widzów, gromadzić więcej obserwujących w przestrzeni społecznościowej czy przyciągać uwagę międzynarodowych mediów. Z drugiej strony wydaje mi się, że ludzie są dużo bardziej odważni i widać to w samej kulturze medialnej: nie boją się filmować, wyśmiewać się, trochę wygłupiać, być publicznie. To naturalne, że mogą inspirować zmiany, uczyć innych tego. Teraz widzę więcej warunkowości i performatywności w tym, co naturalne i co wydaje mi się bardzo „faina”. Im bardziej społeczeństwo wyraża się twórczo, tym bardziej mnie interesuje.

Należy pamiętać, że flashmoby, akcje, akcje czy performanse nie tylko rozpowszechniają swój przekaz, ale są także wyrazem debaty publicznej (jako proces). Prowokują do zadawania pytań i obserwacji na odległość, czasem skłaniając ich do niezgody, posiadania lub rozważania własnych argumentów. Pomaga zwiększyć świadomość. Inna sprawa: widzisz tę akcję, uczestniczysz w niej, czy ją organizujesz? Może również mieć duży wpływ na to, kim jest, kim jest i jaki ma wpływ. Czasami ważniejsze jest to, że się nie zgadzasz, niż to, jak się nie zgadzasz.

AJ: Rozważając manifestację Kalanty i ogólnie cały okres, ważne jest, aby spróbować wyciągnąć pewną lekcję, być bardziej pewnymi w posługiwaniu się kreatywnością, bardziej polegać na sobie nawzajem, ufać sobie nawzajem i próbować uzasadnić to. zaufanie. Że może następnym razem, gdy staniemy w takiej sytuacji, w której nie widzimy wyjścia, nie poddamy się rozpaczy, ale zauważymy ludzi, którzy znaleźli się na pewnym progu, poza którym nie ma wyjścia. plecy. Że następnym razem, gdy wydarzy się podobna tragedia, wypalenie nie będzie jedynym wyjściem. Mówię o spalaniu dosłownie iw przenośni. Poszukaj innej broni, która pomoże przezwyciężyć ucisk.


Kreatywna drużyna:

Reżyser Jonas Tertelis, dramaturdzy Andrius Jevsejevas i Jonas Tertelis, scenograf i projektantka kostiumów Renata Valčik, kompozytor Martynas Bialobžeskis, projektant oświetlenia Julius Kuršis. Z Martyna Gedvilaitė, Marius Karolis Gotbergas, Motiejus Ivanauskas, Goda Petkutė, Saulė Sakalauskaitė.


Brinley Hamptone

„Myśliciel. Miłośnik piwa. Miłośnik telewizji. Zombie geek. Żywności ninja. Nieprzejednany gracz. Analityk.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.