zadrżała, gdy zobaczyła, że ​​jej dom splądrowali rosyjscy żołnierze

Widok mnie przestraszył

Natalija i jej rodzina, uciekając przed wojną w swoim kraju, 18 marca znaleźli się na Litwie i zatrzymali się u rodziny Litwinów, która ich przyjęła na cztery miesiące. Przed wyjazdem do rodzinnego kraju, przy filiżance herbaty kobieta zgodziła się podzielić z czytelnikami „Rokiškis Sirenas” swoimi wrażeniami z życia na Litwie oraz tym, jak pomagała kupować i prowadzić samochody na Ukrainie.

– Dlaczego zdecydowałeś się wrócić do domu, nawet jeśli pod Kijowem nie jest jeszcze bezpiecznie?

– Mieszkaliśmy na Litwie, w domu rodziny, która nas gościła, przez cztery miesiące. Jesteśmy bardzo wdzięczni za ciepłe przyjęcie i opiekę nad nami. Nie ma co narzekać, ale okazało się, że musimy opuścić ten dom i poszukać innego miejsca do zamieszkania. Niestety nie ma absolutnie żadnego wyboru mieszkań lub domów do wynajęcia w centrum dzielnicy, myśleliśmy o przeprowadzce do Wilna lub Kowna, ale ceny wynajmu w dużych miastach po prostu nie są dostępne dla naszej dużej rodziny. Skonsultowaliśmy się z mężczyznami, którzy wciąż walczyli na Ukrainie i ostatecznie podjęliśmy decyzję o powrocie. Zwłaszcza, że ​​już prawie wrzesień i wszystkie moje córki będą musiały chodzić do szkoły. Po pobycie na Litwie i ponownej zmianie szkoły i miejsca zamieszkania dziewczęta znów miały problemy z przystosowaniem się, bo i tak nie było im łatwo dopasować się do szkoły, trudno było się porozumieć z powodu bariery językowej, bo nie znają litewski, a ich koledzy z klasy mówią po ukraińsku lub rosyjsku. Cieszę się jednak, że w ciągu tych czterech miesięcy w waszym kraju moje córki przyzwyczaiły się do swoich szkół i zaprzyjaźniły. Teraz przygotowujemy się do powrotu do domu, do rozpoczęcia roku szkolnego pozostał miesiąc, na nowo nauczymy się mieszkać w naszym domu, który przez pewien czas był „goszczony” przez rosyjskich żołnierzy.

– Co masz nadzieję znaleźć w domu?

– Szczerze mówiąc, ciężko o tym mówić, kiedy wyszliśmy z domu, zamknęliśmy drzwi. Przyszło wojsko rosyjskie, żołnierze po prostu wyłamali frontowe drzwi, rzucali rzeczy, kradli to, co cenne, zbudowali „peczu”, ogrzewali i mieszkali w naszym domu, spali w naszych łóżkach. Sąsiedzi przysyłali zdjęcia, na których ściany naszego domu i lodówki były pomalowane swastykami i innymi znakami, wiele naszych rzeczy, mebli, sprzętu było porozrzucanych po podwórku, zdewastowanych i zniszczonych.

Na początku myślałem o tym, jak się tam dostać i co zastanę, kiedy wrócę. Właściwie w czasie wojny przyjechałem dwa razy – w maju i czerwcu, bo jeździłem samochodami z Litwy do Kijowa. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem zdjęcie mojego domu, byłem w szoku, wyglądało na to, że ktoś go zbezcześcił, zgwałcił. Dlatego już w drodze do domu kupiłam nową pościel i koce na Litwie. Nie chcę, żeby moja rodzina spała w łóżkach, w których spali rosyjscy żołnierze…

– Jak planujesz dotrzeć do domu na Ukrainie?

– Dwie nasze babcie pojadą autobusem, a ja z innym krewnym i córkami – samochodem. Nie jestem nowy w samodzielnej jeździe na długich dystansach (uśmiecha się). Jeśli wszystko pójdzie dobrze i bezproblemowo, podróż powrotna powinna nam zająć kilka dni.

Funkcje jazdy

– Wspomniałeś, że jeździłeś samochodami kupionymi na Litwie na Ukrainę. Czy taka praca jest bezpieczna dla młodej kobiety z dziećmi?

– Nie sądzę. Potrzebowałam pracy i pieniędzy na utrzymanie rodziny na Litwie. Mój mąż jest dziennikarzem, attache prasowym w wojsku, pomagał nam ile mógł z daleka: zarówno doradztwem jak i finansowo, ale ceny w waszym kraju są wyższe niż na Ukrainie, więc musieliśmy się wydostać sytuacja.

W moim kraju pracowałam jako kosmetyczka: upiększałam brwi i rzęsy, nie miałam takiej pracy jak tu przyjechałam, więc najpierw znalazłam pracę w szklarni. Później, kiedy lubię jeździć, Oleg, znajomy Ukrainiec mieszkający na Litwie, zaproponował mu pomoc w zakupie samochodów i przewiezieniu ich na Ukrainę. Po namyśle zgodziłem się.

– Może mógłbyś nam opowiedzieć więcej o tak niezwykłej dla kobiety czynności?

– Poznałem Olega i zaczęliśmy pracować. W rzeczywistości w tym okresie udało mi się złapać boreliozę na całej Litwie i dwukrotnie uciekłem na Ukrainę (uśmiech).

Nasza praca wyglądała tak – oboje pojechaliśmy z autem na bazar samochodowy na Litwie, jak go kupiliśmy, to musieliśmy go zawieźć do autotransportera. Powiedzmy, że kupujemy samochód w Wilnie, ale potrzebujemy, żeby był w Mariampolu. W takich przypadkach musiałem wykonać tę pracę. Innymi słowy, Oleg kupuje, a ja jeżdżę tam, gdzie trzeba.

– Co sądzisz o kulturze litewskich kierowców?

– W porównaniu z Litwą ukraińscy kierowcy są mniej kulturalni. Mijają cię, jeśli włączysz kierunkowskaz, wiesz, że ustąpią bez problemu. Na Litwie bardzo lubię pasy zwalniania i przyspieszania na autostradach, jest to bardzo wygodne dla kierowców. Nie mamy ich, więc kierowca zmuszony jest czekać, aż będzie mógł wjechać na główną drogę.

Nawiasem mówiąc, mamy wiele kobiet, które jeżdżą samochodami, tak jak ty. Tylko w naszym kraju mówią: „Kobieta za kierownicą, małpa z rogami”. Nie wiem, co o tym myślisz (śmiech).

– Ty, nie znając w ogóle naszego kraju, postanowiłeś jeździć samochodami?

– Nie bałem się, bo jeżdżę od wielu lat. Może na początku było trochę nieśmiało, ale jest nawigacja, gdybym się zgubił, zawróciłbym i znalazłby właściwą drogę. Szybko się do tego przyzwyczaiłem i już wszędzie jeździłem bez większych problemów (uśmiech).

bez żółwia

– Więc jaka była twoja pierwsza podróż do Kijowa samochodem kupionym na Litwie?

– Bardzo długie i męczące, ale doświadczenie było imponujące, mimo że wyjechałam z boreliozą. Spędziłem trzy dni w kolejce tuż przy granicy polsko-ukraińskiej, bo to był szczyt jeżdżenia samochodami, kiedy można je było sprowadzać do naszego kraju bez opłat celnych. Dla jadących własnym samochodem nie było problemów i długich kolejek na granicy. A dla samochodów z czerwonymi numerami tranzytowymi na granicy utworzono specjalną kolejkę.

Kiedy dołączyłem do kolejki, miała 11 kilometrów. Nie spałem przez trzy dni. Rzeczywiście, to było „zabawne”. Przed tobą trzy samochody, a za tobą trzy, to grupa kierowców, którzy przepychają się między sobą. Widziałem w tym czasie, jak ludzie brali się, rozwodzili, a nawet umierali w kolejkach, a w czerwcu, kiedy po raz drugi pojechałem do Kijowa, było nieznośnie gorąco. W naszej firmie był człowiek, który powiedział, że trzy dni stania w kolejce to nic, bo wcześniej musiał czekać na granicy pięć dni.

Nie spałem przez całe trzy dni, bo kolejka posuwa się metr do przodu, jeśli zasniesz, to życzliwy kierowca stojący obok ciebie budzi cię i tak jedziemy do przodu bez żadnego żółwia. Jeśli drugi współpracownik jest wrogo nastawiony, po prostu wyprzedza cię podczas snu i skacze przed tobą.

W tym czasie brałem tylko antybiotyki na boreliozę, a moje zdrowie też było wyjątkowo słabe, ponieważ leki reagowały na słońce.

Granicę przekroczyłem w nocy. Odkąd na Ukrainie wprowadzono godzinę policyjną: od 22:00 do 5 rano musiałem jeszcze wstawać do rana, bo przez kraj nie można przejechać.

– Czy drogi są mocno zniszczone przez działania wojskowe i sprzęt wojskowy?

– Jechałem głównymi drogami, które są stale utrzymywane, nie ma czekania na koniec wojny. Kierowcy ciężarówek pracują. Natychmiast wszystko próbuje uporządkować i odbudować to, co zostało zniszczone, bez względu na to, że bomby wciąż mogą spadać.

– Jaki był cel jeżdżenia samochodami na Ukrainie?

– Dla wojska i zwykłych ludzi, bo brakuje nam samochodów. Wiele z nich zostało zniszczonych lub uszkodzonych nie do naprawienia przez wojska wroga.

Dena Huxleye

„Ekstremalny gracz. Popkulturowy ninja. Nie mogę pisać w rękawicach bokserskich. Bacon maven. Namiętny badacz sieci. Nieprzepraszający introwertyk.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *