Działa na Litwie, aby pomóc reszcie Ukrainy

życie się zatrzymało

37-letnia Irina Hocharenko nigdy nie zapomni nocy z 23 na 24 lutego. Złe uczucie przez długi czas nie pozwalało kobiecie zasnąć, a gdy jej oczy zaczęły się zamykać, z łóżka wyszedł telefon od kolegi z wiadomościami o wojnie.

„Wszyscy słyszeliśmy przemówienia, ale nie mogliśmy uwierzyć, że to już się dzieje” – według I. Hocharenko poranne widoki na ulice rozwiały wątpliwości i podzieliły życie na dwie części – przed wojną i po wojnie.

W drodze do pracy kobieta widziała na własne oczy zdezorientowanych ludzi, ogromne kolejki ciągnące się do bankomatów. Nie mniejszy nawet przy aptekach i sklepach spożywczych. Mieszkańcy zgarnęli z półek wszystko, co mogli.

„Kherson był pierwszym dużym miastem zajętym przez Rosjan. „Przybyli do nas przez most łączący Chersoń z Krymem” – kontynuował Hocharenko po głębokim oddechu.

Gdy miasto zajęli Rosjanie, życie się zatrzymało. Zamknięto zakład produkcji ketchupu „Čumak”. Mleczarnia została zamknięta. Okupanci zakazali karmienia kurczaków, co zabiło około 4 mln ludzi z głodu. skrzydełka. Rolników pozbawiono wszystkich produktów i wywieziono na Krym.

„Kherson to bogate miasto. Mieliśmy odwagę się wyżywić, niestety Rosjanie wszystko zniszczyli. Losy ludzi też” – który kilka dni temu wiódł normalne życie, chodził do pracy, szkół, przedszkoli, teatrów, kawiarni i klubów sportowych, mieszkańcy, według rozmówców, przenieśli się na podziemia i metro. Ci, którzy zostali w domu, spali osłonięci ścianami w korytarzach w dresach, w każdej chwili gotowi do ucieczki na zewnątrz, oczywiście, żeby się tylko domyślać.

„W pobliżu naszego wieżowca był inny dom, w którym mieszkałam z córką. Uderzyła go rakieta. W domu pozostały ruiny, wiele osób zginęło” – podzieliła się kobieta w bolesnych wspomnieniach.

Szpital jest zepsuty

Wraz ze swoją dziewiętnastoletnią córką Valerią Iriną mieszkała w Cherson, a rodzice poza miastem. Wraz z wybuchem wojny kontakt z nimi został zerwany.

Według Chersona rosyjska muzyka jest już od jakiegoś czasu w telewizji, a telewizja pokazuje tylko rosyjski program wychwalający „wyzwolicieli”, z rosyjskimi flagami wiszącymi na ulicach. Obalono też samorząd, a kilku byłych deputowanych po prostu zniknęło.

„Właśnie wtedy do nas dotarło. Tu kilka dni temu ludzie szli ulicą, a załoga czołgu BTR ich minęła. Tak czy inaczej dla siebie, bo nie miałem nic do roboty. Ludzie boją się wychodzić. Do południa ruch wciąż panuje, a wieczorem wszyscy zamykają domy i siadają po ciemku” – opowiadała o koszmarze, przez który przechodzili jego rodzice i inni Ukraińcy.

Rzeczywistość: praca i zespół, zdaniem Iriny, pomagają jej zapomnieć o wydarzeniach na Ukrainie. / Zdjęcie z archiwum osobistego

Wszystkie szpitale w regionie Chersoniu są zamknięte, więc umierają ludzie – jeśli nie mieszkańcy, to z powodu chorób. Sklepów spożywczych jest tylko kilka, a te same należą do Rosjan. Towarów jest niewiele, wszystkie mają wysoką marżę, a za nie potrzebne są ruble rosyjskie. Nawet jeśli nie, nie każdy może kupić jedzenie, bo nie ma pieniędzy. Bankomaty nie działają, karty są zablokowane.

Ostatni raz kobieta usłyszała głosy swoich bliskich tydzień temu. Zdarza się, że Irina jeszcze rzadziej kontaktuje się z matką i ojcem.

„Jeśli rozmawiamy, to tylko przez Vibera lub Skype’a, kiedy Rosjanie włączają Internet. Innego kontaktu nie ma. Jaki jest nastrój rodziców? I jacy mogą być. Filmowanie nie kończy się, nie jeden pracuje, ludzie się boją. Pewnie słyszałeś o Kiss? Teraz jest ten sam Kiss w moim mieście – kontynuowała kobieta.

Podróż trwała tydzień

Irina i jej córka spędziły miesiąc w przerażającej wojnie Cherson. Ostatecznie zdecydowała się uciec na Litwę, gdzie jej mąż przez cztery lata pracował na kontrakcie. Podróż, która normalnie nie trwałaby dłużej niż jeden dzień, trwała prawie tydzień.

„Nie chciałam rozwodzić się z rodzicami, chociaż ich nie widziałam. Później zdałam sobie sprawę, że wyjazd z domu może zamienić się w ostatnią podróż. Wtedy dziewczyna powiedziała: jeśli umrzemy, to tak musi być” kontynuował Hocharenko.

Decydując się na oddanie losu, matka i córka napotkały wydłużające się linie samochodów na punktach kontrolnych. Stali tam pijani, uzbrojeni Rosjanie, potrząsając salonami samochodowymi i torbami ludzi.

„Mieliśmy ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy – dokumenty, mapy, telefony komórkowe, kotkę Norę i mały koszyk z kilkoma ubraniami. Towarzyszyło jej kilka innych młodych dziewcząt. Rosjanie zaczęli się do nas czepiać, szydząc z nas”. jak po przejściu i oczekiwaniu, aż samochody odjadą, rosyjscy żołnierze zaczęli do nich strzelać. „Samochód Iriny dotarł do granicy Polski bez szyb. Polietylen został naklejony.

Praca pomaga zapomnieć

Przybyła na Litwę Irina i jej córka Walerija czasowo osiedliły się w Neveronys. Potem zaczęli szukać mieszkań na wynajem.

„Właśnie wtedy do nas dotarło. Po usłyszeniu przez telefon, że Ukraińcy chcą wynająć mieszkanie, ludzie nie wypowiadali się dalej. Wyjaśniliśmy, że mamy pieniądze, że mężczyzna od kilku lat pracuje na Litwie , że jechaliśmy tu nie z powodu biedy, ale ucieczki przed wojną” tylko wtedy, gdy Litwin zaproponował pośrednictwo, według Ukraińca, sprawy posunęły się do przodu.

Tak więc matka i córka trafiły do ​​Kowna, gdzie Irina wkrótce otrzymała ofertę pracy. Teraz czarne włosy można spotkać w Kownie Akropolis Maxima. Kobieta pracuje tu od nieco ponad miesiąca na zmianę.

„Cieszę się, że mam możliwość pracy i zarabiania pieniędzy. Nie jestem tutaj jedyną Ukrainką – jest kilka innych pracujących dziewczyn. Jedna też była z Chersonia, druga z Mariupola. Drużyna jest tutaj bardzo dobra, więc mogę zapomnieć o wszystkich nieszczęściach, przynajmniej na krótki czas – I. Hocharenko nie ukrywał, że są różne dni – Kupujący wiedzą, że „obsługują ich uchodźcy wojenni z Ukrainy. Jedni podchodzą, uprzejmie rozmawiają, uśmiechają się, a inni winić za to, że teraz wszystkim jest trudniej żyć.Są tacy, którzy popierają Rosjan, więc przyjdź do nas, aby wyrazić nasze poglądy polityczne.Jak mówiłem, 80 procent tutejszej pogody jest super, a 20 procent tego. Staram się nie brać tego do serca”.

Oszczędza pieniądze dla rodziców

Praca w jednym ze sklepów Maxima to nie jedyne zajęcie kobiety. Pracując w państwowym banku na Ukrainie, nadal utrzymuje kontakt ze swoimi stałymi klientami. Oczywiście ta praca jest bezpłatna.

„Ludzie nie wiedzą, jak zarządzać pieniędzmi, swoimi rachunkami, więc potrzebują pomocy. Nie zawodzimy klientów, my im pomagamy” – I. Hocharenko wykazał się profesjonalnym podejściem do pracy.

Nie bez powodu na początku rozmowy między nimi, zapytana o ich przedwojenny program, kobieta zażartowała, że ​​dla nich wszystkich jest mniej więcej tak samo. trochę wolnego czasu.

Uwierz mi, gdybym mógł, wróciłbym jutro, ale przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa.

„Pracowałam od 20:00 do 20:00. W weekendy jeździłam na farmę. Keliaudavau. Zwiedziłam wiele krajów Europy, ale nie byłam na Litwie. Lubię Ukraińców i Litwinów są podobni, tylko Twój język jest bardzo skomplikowany, oni Wcale nie są jak Słowianie – uchodźca wojenny nie ukrywał, że w ciągu kilku miesięcy Litwa bardzo się do niego zbliżyła, ale nadal nie reprezentuje ich kraju pochodzenia.- Serce na Ukrainie Tam rodzice, tam brat i inni krewni. Uwierz mi, gdybym mógł, wróciłbym jutro, ale przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa.Ludzie pytają mnie, czy byłem na litewskim wybrzeżu, czy widziałem zamek w Trokach Nie. Pracuję, oszczędzam pieniądze i cieszę się tym. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę mógł przekazać je moim rodzicom.”

Stwórz elastyczne warunki

Sieć sklepów Maxima zatrudniała ponad 250 ukraińskich uchodźców wojennych.

„Jesteśmy największym pracodawcą w kraju, więc od razu utorowaliśmy drogę osobom, które uciekły przed wojną na Ukrainie, miały solidne podstawy. Zgromadziliśmy w firmie zespół specjalistów, który szybko załatwia formalności zatrudnianie obcokrajowców Ukraińcy, którzy dla nas pracują, stale mówią, że są gotowi wrócić do domu, gdy sytuacja na Ukrainie się poprawi. Praca pomaga im przynajmniej chwilowo zapomnieć o nieszczęściach i okropnościach wojny. bezpieczni, spokojni i stabilni emocjonalnie, jak to tylko możliwe” – mówi Ernesta Dapkienė, dyrektor Departamentu Komunikacji i Wizerunku w firmie Maxima.

Większość uchodźców wojennych to Ukrainki, które przybyły na Litwę z dziećmi lub starszymi członkami rodziny. „Staramy się stworzyć maksymalnie elastyczny harmonogram, ponieważ rozumiemy, że ludzie muszą dbać nie tylko o siebie, ale także o swoich bliskich, którzy przyjechali na Litwę, zwłaszcza małe dzieci” – mówi E. Dapkiene. Według E. Dapkienė opinie obecnych pracowników Maximy na temat nowych ukraińskich kolegów są pozytywne. Ci pracownicy są prości, szczerzy, ciekawi świata, starannie uczą się nowych prac.

„Zapał i wytrwałość Ukraińców w nauce języka litewskiego i poznawaniu Litwy jest naprawdę fascynująca. Cieszymy się, że nowi koledzy bardzo chętnie przyjęli możliwość nauki i poznawania naszego kraju poprzez język. W kształceniu na odległość uczestniczy zwykle cała ukraińska rodzina” – mówi E. Dapkienė.

Wszyscy uchodźcy wojenni zatrudnieni w sieci biznesowej Maxima od razu korzystają z dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego, dzięki czemu mają szybki i wygodny dostęp do usług prywatnych i publicznych placówek medycznych. Oferowane są również zdalne anonimowe konsultacje prowadzone przez psychologów.


Dena Huxleye

„Ekstremalny gracz. Popkulturowy ninja. Nie mogę pisać w rękawicach bokserskich. Bacon maven. Namiętny badacz sieci. Nieprzepraszający introwertyk.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.